O fabule filmu napisano już tyle, że nie ma się co rozwodzić. Klon "Pocahontas". Film jest jednym wielkim efektem specjalnym. Animacja wszystkiego co żyje na Pandorze powala na kolana i trzyma w tej pozycji przez całe 160 minut. Avatara trzeba obejrzeć i trzeba go obejrzeć w 3D.
Głupio się jakoś czuję, bo co druga osoba nawiązuje w recenzji do Pocahontas, którego nie widziałem i nie przychodziło mi do głowy, żeby oglądać. Zaczynam dochodzić do wniosku, że to jakiś kamień milowy w historii kina, który koniecznie powinienem był obejrzeć ;)
Widziałeś Avatara? Pocahontas to to samo tylko dzieje się w Ameryce Płn i Na'vi są Indianami. To tylko disnejowska bajka. Ja widziałem parę lat temu z moimi dzieciakami (w komplecie z całą masą innych bajek Disney'a). Sama bajka jest taka sobie i w żadnym aspekcie nie jest kamieniem milowym. Avatar mnie zauroczył. Ciekawe ile Oskarów złapie.
Edit: (właśnie zdałem sobie sprawę, że "Tańczący z wilkami" też jest na schemacie Pocahontas... Ciekawe co jeszcze...)
Edit2: Właśnie Astarael na Blipie uświadomiła mnie, że to Pocahontas jest na schemacie "Tańczącego..." a nie odwrotnie. I faktycznie: Pocahontas jest z 1995 roku a "Tańczący.." powstał 5 lat wcześniej. Dziwny jest ten świat ;o))
Domyślam się, że w tych nawiązaniach do Pocahontas, to jednak nie tyle chodzi o schemat historii miłosnej (bo ta jest dużo starsza niż kino), co o elementy indiańskie. Bawi mnie hipokryzja niektórych (nie o Ciebie chodzi NLJ) - Avatara krytykują, po czym nagle się okazuje, że oglądają filmy w stylu Pocahontas. Nie wiem, może już za stary byłem jak ten film wchodził na ekrany ale do głowy by mi nie przyszło, żeby to oglądać :))
- była postacią historyczną, ale na tyle malowniczą, że chętnie tworzono fikcyjne opowieści na jej temat).
W przypadku "Avatara" skojarzenie z "Pocahontas" z pewnością wzmagają, jak piszesz, ogólna indiańskość Na'vi oraz zantagonizowanie Na'vi i ludzi. Ja nie oglądałam "Pocahontas", więc mnie się podczas seansu przypomianła głównie "Mononoke" ^_^
Podobny co w "Pocahontas" schemat romansu (bohater przybywa do nieznanego ludu, którego zwyczajów i filozofii uczy go bohaterka) odnaleźć można np. w "Szogunie".
Pocahontas ogląda się ze względu na dzieci (w sensie razem z nimi) Czyli niejako mimochodem, przy okazji i bez większych oczekiwań. W tego typu filmach chodzi o przeplatającą się miłość do ludzi i poszanowanie/miłość do natury. Facet nagle odkrywa, że jest integralną częścią przyrody i może żyć zgodnie z nią a nie na przekór. Tak jest w "Tańczącym...", tak jest w "Pocahontas" i tak jest w "Avatarze".
"Avatar" jest wielkim i przełomowym filmem. Tak jak "SW: Nowa nadzieja" tyle, że przełom dotyczy wyłącznie warstwy FX. Oczekiwanie Bóg wie jakich przełomów w innych warstwach jest błędem i sprowadza prawie 3 godzinną mękę oglądania zamiast 160minut czystej radości =o)) (to jest akurat bardziej komentarz do krótkiej recenzji Sigmy =o)
A Starwars było przełomem w jakiejś innej niż FX warstwie? Do dziś te efekty się świetnie bronią bo oprócz ich skali były jeszcze bardzo dobrze wpasowane w film. Obstawiam, że z Avatarem będzie podobnie. Cameron ma wyczucie i nie szarżuje z efektami dzięki czemu filmy się nie starzeją (np. Terminator 2).
Szczerze mówiąc, owszem, SW było przełomem nie tylko FX-owym. To niezwykle udane obleczenie baśni w ciuszki science-fiction, które porwało widzów jak żadne wcześniej, nieprawdaż?
NLJ
napisał(a) o Avatar
O fabule filmu napisano już tyle, że nie ma się co rozwodzić. Klon "Pocahontas". Film jest jednym wielkim efektem specjalnym. Animacja wszystkiego co żyje na Pandorze powala na kolana i trzyma w tej pozycji przez całe 160 minut. Avatara trzeba obejrzeć i trzeba go obejrzeć w 3D.
doktor_pueblo
Głupio się jakoś czuję, bo co druga osoba nawiązuje w recenzji do Pocahontas, którego nie widziałem i nie przychodziło mi do głowy, żeby oglądać. Zaczynam dochodzić do wniosku, że to jakiś kamień milowy w historii kina, który koniecznie powinienem był obejrzeć ;)
NLJ
Widziałeś Avatara? Pocahontas to to samo tylko dzieje się w Ameryce Płn i Na'vi są Indianami. To tylko disnejowska bajka. Ja widziałem parę lat temu z moimi dzieciakami (w komplecie z całą masą innych bajek Disney'a). Sama bajka jest taka sobie i w żadnym aspekcie nie jest kamieniem milowym.
Avatar mnie zauroczył. Ciekawe ile Oskarów złapie.
Edit:
(właśnie zdałem sobie sprawę, że "Tańczący z wilkami" też jest na schemacie Pocahontas... Ciekawe co jeszcze...)
Edit2:
Właśnie Astarael na Blipie uświadomiła mnie, że to Pocahontas jest na schemacie "Tańczącego..." a nie odwrotnie. I faktycznie: Pocahontas jest z 1995 roku a "Tańczący.." powstał 5 lat wcześniej. Dziwny jest ten świat ;o))
aiczka
Myślę, że sporo ^_^. To dość typowa historia. A Pocahontas i kapitan Smith uwiecznieni są w pewnej znanej piosence tuż za Romeem i Julią:
"Captain Smith and Pocahontas
had a very mad affair
When her daddy tried to kill him
She said daddy oh don't you dare
He gives me fever
With his kisses
fever when he holds me tight
Fever
I'm his misses
Daddy won't you treat him right(...)"
^_^
Oferma
kilka z filmów uwzględnionych w avatometrze jest zbudowanych na podobnym schemacie:
http://oferma.filmaster.pl/notka/avatometr/
doktor_pueblo
Domyślam się, że w tych nawiązaniach do Pocahontas, to jednak nie tyle chodzi o schemat historii miłosnej (bo ta jest dużo starsza niż kino), co o elementy indiańskie.
Bawi mnie hipokryzja niektórych (nie o Ciebie chodzi NLJ) - Avatara krytykują, po czym nagle się okazuje, że oglądają filmy w stylu Pocahontas. Nie wiem, może już za stary byłem jak ten film wchodził na ekrany ale do głowy by mi nie przyszło, żeby to oglądać :))
aiczka
Hej, ale to, że się coś oglądało, jeszcze nie znaczy, że musiało się podobać ^_^.
A od kina starsza jest również legenda Pocahontas (http://en.wikipedia.org/wiki/Pocahontas#Popular_legend
- była postacią historyczną, ale na tyle malowniczą, że chętnie tworzono fikcyjne opowieści na jej temat).
W przypadku "Avatara" skojarzenie z "Pocahontas" z pewnością wzmagają, jak piszesz, ogólna indiańskość Na'vi oraz zantagonizowanie Na'vi i ludzi. Ja nie oglądałam "Pocahontas", więc mnie się podczas seansu przypomianła głównie "Mononoke" ^_^
Podobny co w "Pocahontas" schemat romansu (bohater przybywa do nieznanego ludu, którego zwyczajów i filozofii uczy go bohaterka) odnaleźć można np. w "Szogunie".
NLJ
Pocahontas ogląda się ze względu na dzieci (w sensie razem z nimi) Czyli niejako mimochodem, przy okazji i bez większych oczekiwań. W tego typu filmach chodzi o przeplatającą się miłość do ludzi i poszanowanie/miłość do natury. Facet nagle odkrywa, że jest integralną częścią przyrody i może żyć zgodnie z nią a nie na przekór. Tak jest w "Tańczącym...", tak jest w "Pocahontas" i tak jest w "Avatarze".
"Avatar" jest wielkim i przełomowym filmem. Tak jak "SW: Nowa nadzieja" tyle, że przełom dotyczy wyłącznie warstwy FX. Oczekiwanie Bóg wie jakich przełomów w innych warstwach jest błędem i sprowadza prawie 3 godzinną mękę oglądania zamiast 160minut czystej radości =o)) (to jest akurat bardziej komentarz do krótkiej recenzji Sigmy =o)
steelman
A Starwars było przełomem w jakiejś innej niż FX warstwie? Do dziś te efekty się świetnie bronią bo oprócz ich skali były jeszcze bardzo dobrze wpasowane w film. Obstawiam, że z Avatarem będzie podobnie. Cameron ma wyczucie i nie szarżuje z efektami dzięki czemu filmy się nie starzeją (np. Terminator 2).
Negrin
Szczerze mówiąc, owszem, SW było przełomem nie tylko FX-owym. To niezwykle udane obleczenie baśni w ciuszki science-fiction, które porwało widzów jak żadne wcześniej, nieprawdaż?
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook